Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lubię placki!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lubię placki!. Pokaż wszystkie posty

30 października 2013

Z ziemi indyjskiej do..hawajskiej?

Znów nadszedł czas na zupę. Gęstą, aromatyczną, ciepłą. A jeśli ma być zupa, to koniecznie w doborowym towarzystwie. Rzecz jasna, mowa o plackach. I to nie byle jakich, bo puchatych ponad miarę. Nic, tylko zakasać rękawy i brać się do pracy. Zwłaszcza, jeżeli z dolnej półki w lodówce łypie na człowieka zalegająca pucha kokosowego mleczka. A skoro już jest się w posiadaniu takowej, mając jednocześnie w zanadrzu puchnącego brokuła, to dlaczego by nie wcielić się w masterchefa tudzież inną znamienitą znakomitość i nie stworzyć własnej wizji kuchni indyjskiej.

To do dzieła. Wariacje na temat indyjskich specjałów czas zacząć.

Na pierwszy ogień - placki:
  • 2 szklanki mąki orkiszowej
  • 1 szklanka gęstego mleka kokosowego
  • przyprawy: oregano, kurkuma i pieprz ziołowy, sól, tandoori masala, sól morska, kozieradka
  • pietruszka, koperek - wedle uznania
Wszystkie składniki mieszamy i zagniatamy w elastyczną kulkę. Odstawiamy do leżakowania przynajmniej na godzinkę. Po tym czasie rozrabiamy ciasto, kroimy na kilka równych części i rozwałkujemy na okrągłe placuchy. Pieczemy na suchej patelni. Ot, cała filozofia.
Najlepsze na ciepło. Bezapelacyjnie.

Zupa:
  • duży brokuł
  • bulion warzywny (im bardziej przyprawiony, tym lepiej ;) jak zawsze, dla niepowtarzalnego aromatu, polecam jako wkładkę podpieczoną na kuchence cebulę) - około litra
  • szklanka mleka kokosowego
  • przyprawy: kurkuma, tandoori, pieprz, sól morska, oregano, kozieradka, kurkuma, szczypta cynamonu, kumin, kolendra i kmin
  • łyżka oleju kokosowego
  • czerwona cebula
  • zielona pasta curry
  • wiórki kokosowe
Pastę curry rozrabiamy w niewielkiej ilości wody i podgrzewamy w sporym garze. W międzyczasie szklimy na oleju kokosowym zmieloną kolendrę wraz z kuminem i kminkiem. Gdy przyprawy zaczną wydzielać przyjemny aromat, dorzucamy skrojoną w piórka cebulę, podgrzewamy do zeszklenia. Dodajemy ściętego w drobne różyczki brokuła, następnie przerzucamy wszystko do gara z podgrzaną pastą curry. Całość zalewamy bulionem, dodajemy pozostałe przyprawy, ewentualnie dolewamy odrobinę wody. Gdy brokuł nabierze soczystej zieleni, zdejmujemy zupę z palnika i dodajemy mleko kokosowe. Całość miksujemy na aksamitny krem. Wedle upodobania posypujemy koperkiem, pietruszką, podprażonymi wiórkami kokosowymi. 
Podajemy w towarzystwie placków. I zajadamy się, ciesząc się z fantastycznej konsystencji, grubości i miękkości placuchowych puchatków. Od czasu uczty pod patronatem romansu indyjsko-hawajskiego puchate, kokosowe placki stały się moim number one. Po prostu - lubię placki i tyle.


17 października 2013

Lubię placki: tacos. Orkiszowe.




Pieśni "Lubię placki" ciąg dalszy.
Tematyka placków została niewdzięcznie wepchnięta w kąt, a same placki zapomniane. Nie godzi się, by to, co lubię najbardziej (no, prawie najbardziej) porastało pajęczynami i metrową warstwą kurzu, więc dzisiejszy dzień jest dniem wielkiego powrotu i triumfu placków.

Placki-Reaktywacja. Dziś orkiszowe, na modłę tacosów. A że kuchnia lubi eklektyzm, to niech będzie i polska nuta, w postaci czerwonej kapusty.


Placki potrafią wiele wyrażać. Na przykład tu wdzięczą się niby motyle..


..placki się nie wstydzą. Otwarcie pokazują swoje wnętrze.

A teraz, czas na przepis. Czyli jak zrobić placka a'la tacos w wersji a'la Królik.

  • mąka (orkiszowa, im wyższa tym lepsza)
  • woda
 I już. To wszystko. Mąkę zagniatamy z wodą na kulę, dzielimy na mniejsze kawałki, rozwałkujemy na cienkiego placucha i grzejemy na suchej patelni. Ot, co, nie ma nic prostszego.

Najwięcej wyrazu nadają plackom dodatki. A fantazja jest tu nieograniczona: pietrucha, koperek, kolendra z kminem i kuminem, tymianek, oregano, kurkuma, tandoori masala, pieprz, ostra papryka, czosnek...Wystarczy kompozycja ulubionych przypraw, by uzyskać aromatycznego placka. I już.

Nadzienie - dobrowolne. Tym razem do placka trafiła papryka, ogóras, szczypiorek oraz czerwona sałata, wszystko w wersji surowej, wymieszanej z olejem lnianym i solidną dawką przypraw. A wszystko na podłożu kruchej sałaty i w towarzystwie kilku sparowanych pieczarek.

Pseudo-tacos - jak dla mnie - są wyborne. Kruche, delikatnie chrupiące, niesamowicie lekkie dzięki mące orkiszowej w miejsce pszennej. Placki te często goszczą na moim stole, zaskarbiając sobie moją sympatię szczególnie przez prostotę ich wykonania i głębię smaku. Nie widziałabym żadnych przeciwwskazań, by jeść je codziennie :)

Sponsorem dzisiejszego przepisu niech będzie motto - bo prostota może być smaczna. (Oj, naprawdę!)

A już wkrótce kilka słów o hulkowaniu, czyli o tym, jak zostałam Hulkiem.


2 września 2013

Lubię placki: tarta (nie-tarta) płaczu warta

Na pytanie, co mnie doprowadza do płaczu, bez zająknięcia i z prędkością światła odpowiem natychmiast - cebula.
Zawsze i wszędzie, nieważne w jakich okolicznościach, cebula wyciśnie z moich oczu tyle łez, ile tylko się da. Jest bezlitosna i nie ma żadnych skrupułów, by zmusić mnie do wylania hektolitrów wody z mych ocząt. Chwyta się wszelkich możliwych sposobów, by brutalnie zakończyć starcie między nami. 
Jest sprytna i pozwoli łatwo się oszukać. Sztuczka z zapałką w zębach? Dla cebuli to żadne wyzwanie. Zmrożenie? Bułka z masłem. O przypaleniu nad kuchenką nie wspominając. 
Cebula jest trudnym zawodnikiem. 
Dlatego dziś postanowiłam dać jej nauczkę i utrzeć jej nosa. I niech nie myśli, że się jej upiecze!

Tarta- nie tarta, ale z pewnością cebulowa. Na gryczanym spodzie.


Moja wersja tarty-nie tarty.
Na spód:
  • szklanka kaszy gryczanej niepalonej, moczonej przez noc
  • otręby gryczane (max. pół szklanki), zalanych letnią wodą
  • mąka gryczana
  • moc przypraw: sól morska, kurkuma i pieprz, tymianek i oregano, kozieradka, tandoori masala, czosnek

Wszystkie składniki miksuję ze sobą. Dodaję tyle mąki, aby uzyskać elastyczne, możliwe do rozwałkowania ciasto.  Formuję wedle własnego upodobania, zazwyczaj są to rozgniecione placki, dziś padło na regularne prostokąty. Zagniatam krawędzie, wierzch placka wykładam cienko skrojonymi plasterkami czerwonej cebuli. Przed włożeniem do piekarnika suto posypuję ulubionymi przyprawami. Piekę w temp. 180 stopni przez około 30-40 minut, do momentu, gdy cebulka zmięknie i zeszkli się, a ciasto stanie się chrupiące.

Jestem w pełni świadoma, że powyższy twór ma mało wspólnego z tartą - szczerze powiedziawszy, to zwykły chrupiący, suchy placek wyłożony cebulą. Można zawołać z oburzeniem - cóż to za tarta, skoro nie ma żadnej śmietanowej tudzież jakiejkolwiek innej zalewy? Przyznaję się w pełni pokory, że określenie tegoż oto placka mianem tarty to nadużycie i obraza koneserów tego dania. Samego placucha wcinam w nieodłącznym towarzystwie pesto pesto!, które w pełni zastępuje mi sosy, gwarantujące specyficzną konsystencję tarty jako takiej.

Niech więc będzie, w ramach kompromisu - oto placek gryczany do bólu cebulowy, serwowany z potrójnie zielonym pesto. Choć ja i tak uparcie będę trzymać się uroczej nazwy (nie)tarty.


18 sierpnia 2013

Lubię placki: grycan o bogatm wnętrzu

Lubię placki w każdej postaci. Nieważne, czy przybiorą kształt pieroga, zwiniętego w kopertę naleśnika czy innego cudaka. Dla mnie placek jest plackiem i takim pozostanie, nie zważając na sposób jego podania. Lubię placki i już.
A wiadomo, że jeśli mowa o placku, to trzeba także uwzględnić jego wnętrze. Jest ono nie mniej istotne niż same, jakże atrakcyjne i smakowite, opakowanie.
Ze swej miłości do placków we wszelkiej postaci, dzisiejszy wpis oficjalnie inauguruje serię zatytułowaną "Lubię placki". W jej ramach będę bombardować widokiem placuchów o rozmaitych kształtach i konsystencji. 

Gościem honorowym dzisiejszego odcinka niech będzie zatem placuch gryczany, grycan, o bogatym wnętrzu. Albo raczej wnętrzu, które zaspokoi zarówno małego, jak i dużego głoda. Delikatny, puszysty, mięciutki.A przy tym zaskakujący podniebienie delikatnym posmakiem gryki.


Mój sposób na placek gryczany:
  • szklanka namoczonej i odsączonej kaszy gryczanej niepalonej
  • mąka gryczana
  • otręby gryczane
  • przyprawy: sól morska, kurkuma, pieprz ziołowy, tymianek, oregano, curry, papryka, szczypta czosnku 
Kaszę miksuję i mieszam z pozostałymi składnikami. Dodaję taką ilość mąki i otrębów, aby uzyskać konsystencję gęstej śmietany. Daję ciasto odpocząć i smażę bez tłuszczu na patelni. Jeżeli po "leżakowaniu" ciasto znacznie zgęstnieje, tuż przed smażeniem dodaję odrobinę wody. Placki szybko się ścinają i nigdy jeszcze mi się nie zdarzyło, aby którakolwiek z porcji ciasta poszła na zmarnowanie czy to przez niedosmażenie czy przez całkowite spalenie.

Nadzienie:

Tu opcji jest wiele. Tym razem postawiłam na niepozorną fasolkę azuki i myślę, że był to trafny pomysł.

  • fasolka azuki
  • warzywa: sałata, ogórek, szczypiorek, czerwona cebula
  • przyprawy: kmin i kminek, sól, pieprz, kurkuma, pieprz, chili, curry, papryka, kozieradka
Namoczoną fasolkę gotuję w świeżej wodzie w proporcji 1:2, razem z kminem i kminkiem (dodanie akurat tych przypraw niweluje przykre właściwości strączkowych). Z początku gotuję fasolkę bez przykrycia, zbierając łyżką gromadzącą się pianę. Następnie dodaję pozostałe przyprawy (prócz soli). Gdy fasolka jest już miękka, dosalam wedle uznania.

Część fasolki miksuję na pastę i smaruję nią placek. Zazwyczaj dodaję dodatkowo kilka łyżek oleju lnianego, by nadać jej delikatniejszą konsystencję. Na środek placka nakładam hojnie, nie szczędząc, liści sałaty, skrojonego w cienkie talarki ogórka, cebulkę, nadziewając całość pozostałą fasolką i posypując szczypiorkiem.

Placucha zwijamy wedle upodobań i rozkoszujemy się niepozornym grycanem w domowym zaciszu.