Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOVE orzechowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOVE orzechowe. Pokaż wszystkie posty

3 maja 2014

Witariański marchewkowiec.

To był prawdziwy debiut!

Z niecierpliwością czekałam na rozkrojenie i ułożenie pierwszego kawałka na talerzyku. Nie dlatego, żeby samej spróbować, tylko aby zobaczyć na własne oczy reakcję domowników. A to z tego powodu, że po raz pierwszy, w ramach Świąt Wielkiej Nocy, przygotowałam na świąteczny stół witariańskie ciasto z prawdziwego zdarzenia! Z dumą i satysfakcją mogę stwierdzić, że eksperyment był udany i przerósł moje oczekiwania - spośród wszystkich słodkości piętrzących się na stole, to właśnie to ciacho stanęło na podium i zostało okrzyknięte mianem "najlepsze i najbardziej zaskakujące łakocie króliczej fabryki czekolady".

O tym, jak bardzo pękałam nie tyle z dumy, co ze szczęścia (z wygranej!) może świadczyć to, że nigdy jeszcze nie doświadczyłam tyle radości ze pstrykania fotek swoich tworów. Pierwszy raz zdarzyło mi się czerpać tyle satysfakcji z zabawy akcesoriami i kompozycją, a choć mój zmysł fotografii jest zerowy, to tym razem amatorszczyzna i moje dwie lewe ręce ani przez moment nie były mi ciężarem!

A więc do dzieła! Nie obawiajcie się zadziwić swoich ziomków i już teraz weźcie się do pracy. Miny wszystkich częstujących się takim ciachem są widokiem bezcennym, więc po cóż zwlekać?

Opierałam się na przepisie z bloga VI&RAW, wprowadzając drobne modyfikacje. Za inspirację serdecznie dziękuję, a po oryginalny przepis odsyłam tutaj: klik w link


Ta-dam!
..a tutaj już na świątecznym stole.

..i w przybliżeniu!

  • 2 szklanki wiórków kokosowych, zmielonych na mąkę
  • 20 niesiarkowanych suszonych moreli
  • 1/2 szklanki niepasteryzowanego miodu/syropu z agawy/ syropu klonowego
  • 2 szklanki pulpy marchewkowej (wykorzystałam wytłoczyny po przyrządzeniu soku)
  • 3 pełne łyżki kakao
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • szczypta soli i odrobina cynamonu
  • chlust mleka kokosowego
  • opcjonalnie: jagody goji
Morele namoczyć w mleku kokosowym, odstawić do napuchnięcia. Mąkę kokosową zmieszać z pulpą marchewkową, kakao, miodem. Zmiksować morele na aksamitną pastę, dodać do części marchewkowej wraz z olejem kokosowym, solą i cynamonem, zagnieść na jednolitą masę. Dorzucić goji lub innych bakalii, zagniatać dodatkowe 3 minuty. Wyłożyć na foremkę, uklepać i wyrównać. Odstawić na kilka godzin, najlepiej na całą noc, do lodówki.

Ciasto oblałam ulubioną wariacją polewy czekoladowej: 
  • 3 czubate łyżki masła orzechowego
  • 2 czubate łyżki kakao
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 3 łyżki miodu/ innego słodzidła
  • cynamon, szczypta chili
Wszystkie składniki roztapiam w kąpieli wodnej do uzyskania jedwabistej konsystencji. Zostawiam na kilka minut do przestygnięcia, następnie wylewam na wierzch ciasta.

 Wszystkim łakomczuszkom życzę smacznego!

2 maja 2014

Snickers. Na duży głód.


Głodny nie jesteś sobą.
Dlatego dziś, aby nie pozwolić sobie na zmianę w dzikie zwierzę, unowocześniona wersja home-made snickers, dla wszystkich głodomorów, smakoszy i batonożerców.
Wersja "pimp my snickers' bar", 100% home-made, 100% safety, że nie napycha się tworami spożywczopodobnymi. Bezpieczna dla brzuszka i własnego sumienia. 
Chwila słodkiego, karmelowego zapomnienia.

Głodny nie jesteś sobą. Dobrze jest o tym pamiętać, by nie pozwolić sobie na zaćmienie zdrowego rozsądku. Nie pozwólmy na to, by stać się dzikim zwierzem. 





  • szklanka płatków owsianych (polecam płatków bezglutenowych)
  • szklanka mąki kokosowej/zmielonych na drobno wiórków kokosowych
  • szklanka suszonych, niesiarkowanych moreli
  • 1/2 lub 3/4 szklanki miodu/syropu klonowego/agawy...
  •  olej kokosowy - 3, 4 czubate łyżki
  • szczodry chlust mleka kokosowego
  • 3/4 szklanki masła orzechowego (bez dodatków, najlepiej domowego)
  • 3 łyżki kakao
  • cynamon, szczypta soli morskiej
Morele namoczyć w mleku kokosowym przynajmniej przez dwie godziny. W tym czasie przygotować spód.
Zmielić na mąkę płatki owsiane, zmieszać z mąką kokosową, 3-4 łyżkami słodu i cynamonem, wyrobić na elastyczną masę, wyłożyć na dno foremki, porządnie uklepać i odstawić.

Pora na masę karmelową:
morele zmiksować wraz z mlekiem, w którym się moczyły. Dodać łyżkę oleju kokosowego, szczyptę soli i 2 łyżki masła orzechowego. Wyłożyć na spód.

Polewa:
olej kokosowy roztopić w kąpieli wodnej, dodać chlust mleka kokosowego, kakao oraz pozostałą część masła orzechowego i słodu, trzymać na niewielkim ogniu do momentu połączenia składników i uzyskania jednolitej konsystencji. Wylać na masę karmelową, oprószyć cynamonem i szczyptą soli. 
Całość odstawić do lodówki, najlepiej na całą noc. 
Pokroić i podawać w formie batoników.

A potem można głęboko odetchnąć, wybrać się na przejażdżkę rowerową i szaleć po leśnych dróżkach. A jak już szaleć, to na całego i do woli - bo przecież po powrocie do domu głód już nie straszny i zupełnie nikomu nie grozi!

5 stycznia 2014

Pierroty. Naturalnie, że naturaln(i)e.

Grudzień minął pod znakiem słodyczy i łakoci wszelkiego rodzaju, ale styczeń wcale nie okazuje się być gorszy - nowy rok zainicjowały słodkości właśnie. W sposób zupełnie przypadkowy, wrzucając do michy co się da i co akurat napatoczyło się pod rękę, udało się osiągnąć nie byle jaki efekt - jednogłośnie stwierdzono, że powstałe z przypadku kulki do złudzenia przypominają w smaku pierroty, za którymi szalało się dawien dawna. Dlatego też, ów spontaniczny twór zasługuje na miano trufli a'la pierrot. Niech żyje inwencja twórcza!


Jako że pierroty były tylko i wyłącznie dziełem przypadku, wszystkich składników używałam "na oko". Poniższa receptura jest próbą odtworzenia tego szaleństwa kulinarnego, dlatego z góry uprzedzam, że lepiej traktować ją jako inspirację niż jako dokładny, krok-po-kroku przepis na "..." :)

Jak stworzyć pierroty zupełnie przypadkowo:
  • masło orzechowe (najlepiej domowe!), niesolone - około pół lub trzy-czwarte szklanki
  • dwie łyżki masła migdałowego
  •  dwie łyżki roztopionego oleju kokosowego
  • 3 łyżki kakao, 1 łyżka karobu
  • 2-3 łyżki melasy (karobowej)
  • 2 łyżki ekstraktu ze śliwek suszonych*
  • cynamon, imbir, skórka pomarańczy, szczypta chili i soli morskiej
  • opcjonalnie: orzeszki ziemne, łyżka miodu/syropu z agawy, itp.
Wszystko zmieszać na gładką, aksamitną masę. Na koniec dodać skruszonych fistaszków, w razie potrzeby dodać wybrane słodzidło. Utoczyć niewielkie kuleczki. Przechowywać w lodówce.

*Aby osiągnąć zamierzony efekt smakowy a'la pierroty, należy sięgnąć właśnie po taki ekstrakt. Równie dobrze można zastąpić go puree śliwkowym - wystarczy zalać wodą niewielką garść suszonych śliwek, zostawić do ich zmiękczenia, zmiksować na gładką pastę. Cierpkość suszonych śliwek jest tu elementem zasadniczym i to głównie ten czynnik wpływa na zaskakujące walory smakowe efektu końcowego.
 
I już. Możemy zatopić się w wygodnym, miękkim fotelu i dać się ponieść fantazji, że oto w spontanicznym szale kulinarnych uniesień odkryliśmy własnymi siłami tajemnicę legendarnych cukierków. Innymi słowy - impossible is nothing, w szczególności w kuchni :)

29 grudnia 2013

Snickers. I jedziesz dalej!

Święta utożsamiam ze słodkościami. Beztroska i radość okresu świątecznego przywodzi mi na myśl ciepło bijące z kuchni, głębokie aromaty korzennych przypraw i przyjemność płynącą ze słodkich smaków łakoci - najlepiej, gdy to ostatnie przeżywa się wspólnie, w gronie najbliższych.

Dziś nieco spóźniona odsłona domowej wersji Snickers'ów. Prawdziwa bomba (kaloryczna) dla podniebienia (i żołądka). Ponoć lepsza niż oryginał.

A więc, w myśl hasła - głodny? Na co czekasz? - nie czekaj, aż głód Cię dosięgnie, tylko chwyć za gary i bierz się do dzieła :)




Home-made Snickers. Aby móc "jechać dalej"

Warstwa karmelowa-orzechowa:
  • masło orzechowe niesolone (najlepiej domowe, bez dodatków) - około szklanki
  • olej kokosowy - 3 łyżki
  • suszone daktyle - 3/4 szklanki
  • sól morska, cynamon
  • orzechy ziemne - wedle upodobania
Polewa czekoladowa:
  • olej kokosowy - trzy-cztery czubate łyżki
  • kakao - 3 pełne łyżki
  • 2-3 łyżki wybranego słodzidła (w przypadku opcji niewegańskiej można użyć miodu)
  • opcjonalnie: cynamon, szczypta chili
Karmel:
Daktyle moczymy w wodzie minimum przez 30 minut. Miksujemy na gładką pastę razem z wodą. Rozpuszczamy olej kokosowy, mieszamy na aksamitną masę z masłem orzechowym, pastą daktylową i przyprawami. Wykładamy na foremkę, wierzch bogato wysypujemy rozkruszonymi orzechami. Odstawiamy do lodówki/zamrażarki.

Polewa:
Olej rozpuszczamy razem z wybranym słodzikiem, dodajemy kakao i przyprawy. Gdy masa karmelowa stężeje na tyle, by móc pokroić ją na batoniki, oblewamy ją przestudzoną polewą.
Przechowywać w zamrażarce.
Masa jest elastyczna i w temperaturze pokojowej topnieje z prędkością światła, dlatego batonikami najlepiej zajadać się bezpośrednio po wyjęciu ich z zamrażarki. Bez obaw, nie sposób połamać sobie na nich zębów - domowe snickersy zachowują przyjemną konsystencję.

Smacznego i niech moc będzie z Wami :)

18 grudnia 2013

Ślę prezenty! Masło pierniczkowe.

Pomysł na prezent?
Dawien dawna zazwyczaj bazowałam na czymś, co od ręki można kupić. Co jest łatwo dostępne, tuż pod nosem. Na swą własną hańbę, nierzadko było to coś, co nie wymagało ani wiele wysiłku, by to zdobyć, ani zbyt dużej pomysłowości. 
A potrzeba tak niewiele, by podarować komuś kawałeczek serca. 

Wczoraj rozpoczęłam oficjalne przygotowania do wykonania planowanych przeze mnie prezentów. Takich, przez które mogę choć w minimalnym stopniu wyrazić swoje uczucia i emocje. 
Przygotowując każdy z takich prezentów, myślę o tym, czy przyniesie on drugiej osobie radość. A bardzo mi na tym zależy. Tworząc wszelkiego rodzaju prezentowe łakocie staram się ze wszystkich sił uczynić je pysznymi i miłymi dla tego, do kogo mają trafić. By zawartość pakunku obdarzyła obdarowywanego uśmiechem, poprawiła mu nastrój, przyniosła ulgę. By osoba, w której ręce trafi ów prezent, poczuła ciepły uścisk, jakim chcę ją obdarzyć. Szczególnie wtedy, gdy jest daleko i nie mogę zrobić tego osobiście.

Pierwszy prezent poszedł w świat. Niedaleki, ale wystarczająco odległy, by uniemożliwić wzajemne spotkanie. Zawartość pudełka jest skromna - skrywa w sobie niewielki słoiczek. Ale ja odmierzam wartość jego wnętrza nie w gramaturze, a w ilości włożonego weń serca. I wiem, że tak samo postąpi odbiorca :)

Jako prezent - masło orzechowe, w świątecznym, pierniczkowym wydaniu. Zgodnie ze skojarzeniem, jakie budzi we mnie adresat: ciepła i głębokiego aromatu korzennych przypraw.

Tuż przed zapakowaniem.

Rzut oka na dekorację wieczka.

Pierniczkowe masło orzechowe:
  • przetarte na miazgę orzechy ziemne (około 5 czubatych łyżek)
  • rodzynki: około 4 łyżek
  • łyżka słodzika: syropu z agawy, syropu klonowego, melasy lub miodu
  • łyżka kakao
  • zestaw przypraw: cynamon, imbir, anyż, kolendra, pieprz, gałka muszkatołowa, ziele angielskie, goździki
  • 3-4 łyżki oleju rzepakowego
Rodzynki podgotowałam na parze do całkowitego napęcznienia, zmiksowałam na gładką pulpę. Wymieszałam z pozostałymi składnikami, dodając kilka łyżek oleju rzepakowego dla nadania bardziej aksamitnej konsystencji. 

Masło przekładam do słoiczka, ozdabiam wieczko i ślę w świat. Oby zasmakowało :)

7 grudnia 2013

Smoothie z bagien.

Wielki come back po wstrętnej chorobie, czyli witaj smoothie, nareszcie.
Po tym, jak przetechało mnie w jedną i drugą stronę, po tygodniu głodówki i nieustannym samopoczuciu, jakby przebiegł po mnie tabun koni, po raz kolejny doceniłam, jak bardzo mogą cieszyć proste, nieskomplikowane smaki. Bo w chwilach choroby, między jednym sucharkiem a drugim, najbardziej tęskniłam właśnie za budyniową konsystencją koktajli, słodyczą rozciapanego banana, chrupkością jabłek i soczystością owoców wszelakich rodzajów. 
W miarę rekonwalescencji zaczęłam wracać do owoców, wpierw ostrożnie, potem sięgając już po odważniejsze, bardziej rozbudowane kombinacje.
W końcu nadeszła i ta wiekopomna chwila, kiedy mogłam sobie zaserwować smoothie w wersji combo. 
Wizualnie mało zapraszające. Ale z pewnością przepyszne. Zwłaszcza wtedy, kiedy na takowe długo się czekało.


Smoothie prosto z bagien, czyli propozycja idealna dla zdrowiejącego Hulka.
  • zielenina - sałata, szpinak, jarmuż, pietrucha
  •  grapefruit
  • łyżka masła orzechowego
  • cynamon, plasterek imbiru
  • opcjonalnie: łyżeczka maca
  • ewentualnie coś do posłodzenia (użyłam stewii)
Filozofii nie ma w tym żadnej - wszystko miksujemy i zjadamy. Cieszymy się z powracających sił witalnych i ogrzymy na całego.


9 listopada 2013

Let's go NUTS! Home-made chocolate.

Od dłuższego czasu zastanawiałam się, co zrobić z torbą orzechów, upchniętą między większymi i mniejszymi słojami jednej z szafek kuchennych. Orzechy tegoroczne, włoskie, okazałe. Pierwsza myśl - domowa nutella! Ale szybko okazało się, że efekt końcowy nie spełniał oczekiwań, więc po burzy mózgów pozostało zakasać rękawy i rzucić się w twórczy eksperymentalizm tudzież eksperymentalną twórczość.

I tak z niedoszłej nutelli powstała nieziemsko wyborna czekolada.

Czekolada po trzykroć orzechowa.

 Bo prezencja musi być!

 Jeszcze przed uroczystym pokrojeniem.

Zabawy czas zacząć:
  • niecała szklanka orzechów włoskich
  • 10 suszonych daktyli (lub 5 w przypadku okazu Medjool)
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 2 łyżki kakao
  • cynamon, szczypta chili
  • 2 łyżki maca (opcjonalnie)
  • do przybrania - jagody goji, orzechy brazylijskie
Orzechy namoczyć na noc w przegotowanej, zimnej wodzie. Rano odsączyć i obrać ze skórek, zostawić do czasu, aż delikatnie się podsuszą. W międzyczasie przygotować pastę daktylową: daktyle zalać wodą 1-2 cm ponad poziom; namięknięte zmiksować wraz z wodą, w której się moczyły. Dodać orzechy (dla ułatwienia pracy blendera można je uprzednio rozkruszyć/roztłuc) i zblendować na gładką masę. W następnej kolejności dołączyć 2 łyżki roztopionego oleju, kakao, przyprawy i opcjonalne dodatki - np. maca. Całość wyłożyć na foremkę, przybrać wybranymi dodatkami (użyłam goji i skrojonych orzechów brazylijskich). Odstawić do lodówki na całą noc; dla uzyskania jeszcze lepszej konsystencji - do zamrażarki, na godzinę lub dwie.

Czekolada jest aksamitna w smaku, delikatnie miękka, rozpływająca się w ustach. Niesamowicie słodka, z wyrazistym, głębokim posmakiem orzechów włoskich. Jej jedwabistość w połączeniu z chrupiącymi dodatkami (orzechy brazylijskie), akcentem ciągnących się goji i szorstkim smakiem orzechów włoskich daje w ostateczności miły, zaskakujący efekt. Być może lepiej byłoby nazwać ów twora mianem brownie (bRAWnie?), ale ze względu na formę podania, pozostanę przy czekoladzie. Poza tym, czekolada wydaje się być bliższa, niż najlepszy nawet placek ;) 

2 listopada 2013

Niech moc będzie z tobą! Czyli kostka mocy v. II

Kolejne zlecenie i misja do spełnienia - Królik, czekają nas odwiedziny ważnych gości, zaserwuj swoje słodkości, podaj kostkę mocy.
Zamówienie przyjęto. Ogromnie lubię przygotowywać jedzenie z myślą o innych, nawet, jeżeli ja sama takiej potrawy nie spróbuję. Dzielenie się swoimi eksperymentami kulinarnymi daje mi nie tyle sporo satysfakcji, co radości, że mogę przekazać drugiej osobie namiastkę siebie i pokazać, że naturalne metody kucharzenia są w stanie znacznie wyprzedzić tradycyjne rozwiązania. 
Jako kulinarny buntownik chcę udowodnić, że ciasto z kremem, wyrośnięty na jajach biszkopt tudzież olbrzymi kawał bezowego tortu jest przereklamowanym sposobem na słodki poczęstunek. Nie sztuka zapchać sobie bebech mieszaniną wszystkiego, co możliwe, byleby zaspokoić swoje zmysły. Można zjeść i dobrze, i smacznie, czerpiąc z tego jednocześnie radość. Liczy się delektowanie, a nie przeżeranie.

I właśnie z myślą o powolnym delektowaniu się smakiem powstała unowocześniona kostka mocy. Z myślą o tym, aby zaskoczyć, aby pokazać, że można połączyć walory zdrowotne i smakowe, oraz że ciasto wcale nie musi być ukręconym z piekarnika tworem. I jednocześnie aby dać dowód temu, że prostymi środkami można uzyskać łakocie równie dobre, a jak dla mnie nawet lepsze niż te oferowane na sklepowych półkach twory.

To jak, gotowi na solidną dawkę słodkiej rozpusty i kulinarnego hedonizmu?
Zaczynamy!
Zjedz mnie.
Zjedzmniezjedzmniezjedzmnie.

Szczególnych innowacji nie ma - nowa kostka mocy jest niczym innym, jak starą wersją (Kostka mocy) wzbogaconą o dodatkową warstwę karmelową z przepisu na picnikowe batoniki >> Picnic
Aby się nie powtarzać, odsyłam do powyższych, w niniejszej notce dając tylko i wyłącznie wizualną odsłonę nowego tworu ;)


Ostatni rzut oka ;)

Uwaga!
Przed spożyciem należy skonsultować się ze zdrowym rozsądkiem, gdyż każda kostka niewłaściwie zaaplikowana może przyczynić się do utraty kontroli nad własnym brzuchem i stanu hipergklikemii wskutek nieumiarkowania.


27 października 2013

Czas na przerwę, czas na Picnic!

Czy ktokolwiek pamięta jeszcze taki przebój, jakim był niegdyś baton Picnic? Nie wiem jak inni, ale połączenie orzeszków ziemnych, czekolady i rodzynek zaskarbiły moje młodociane serce i jako dzieciak często sięgałam po tę formę łakoci.

Picnic był jednym z tych rodzajów słodyczy, które przeminęły bezpowrotnie, a które zapisały się w pamięci jako symbole dzieciństwa. Odszedł wraz z takimi przeżytkami, jak lody Bambino, gumy Donald czy kanapkowy krem Snickers. Zniknął nie tylko ze sklepowych półek, ale także i z serca - niestety, drogi Picniku, dziś moim numerem jeden są tylko i wyłącznie słodkości własnej produkcji.

Nie będę jednak się zapierać - sentyment pozostał, bo to właśnie przez wspomnienie dawnego Picnica powstały te oto koślawe mini-batoniki. Słodkie, naturalne, takie prawdziwe. I po raz kolejny mogę wznieść okrzyk - niech żyją home-made sweets!

Władca słodkości: Cztery wieże

Omnomnom!

Ruszamy:
  • płatki owsiane: 1-1.5 szklanki (miałam mieszankę płatków i poppingu z amarantusa)
  • masło orzechowe - 3/4 lub cała szklanka
  • rodzynki: 3/4 szklanki
  • daktyle: 3/4 szklanki
  • miód/melasa: pół szklanki
  • kakao: 3-4 czubate łyżki
  • wiórki kokosowe: szklanka
  • cynamon, imbir, chili, sól morska
  • sok z cytryny
  • olej kokosowy - 2 łyżki
Do dzieła.
Spód: daktyle zalewamy z wodą (ponad poziom daktyli) i miksujemy na pastę. Dodajemy szklankę płatków, ewentualnie kilka łyżek wiórków kokosowych, 1.5 łyżki kakao, cynamon wraz z imbirem i wyrabiamy na jednolitą masę. Będzie ciężko, ale warto. Następnie wykładamy całość na foremkę, porządnie uklepujemy i wstawiamy do lodówki, niech odpocznie.

Masa karmelowa: rodzynki namaczamy lub przelewamy wrzątkiem, żeby napęczniały i namiękły. Miód rozpuszczamy w ciepłej wodzie, by uzyskać płynną formę. Do miodowego syropu dodajemy sok z cytryny i cynamon. Masło orzechowe miksujemy z wiórkami i łyżką oleju kokosowego, dosypujemy szczyptę soli, mieszamy z rodzynkami i miodem (3 łyżki miodowej zalewy zostawiamy na potrzeby ostatniej warstwy). Mile widziane są tutaj także delikatnie skruszone lub całe orzeszki ziemne. Masa będzie bardzo kleista i nieco toporna, ale w pełni cierpliwości, z uśmiechem na twarzy, należy wyłożyć ją na lekko schłodzony spód. Smarujemy niedbale, by uzyskać efekt mniej więcej równej warstwy.

Czekolada: Olej kokosowy miksujemy wraz z pozostałymi wiórkami, miodem i kakao, ewentualnie z łyżką masła orzechowego, dodajemy szczyptę chili i miksujemy. Wykładamy ostrożnie na masę karmelową i wstawiamy do lodówki, by schłodzić. 

Gotowe. Home-made Picnic bars podano na stół!

A już wkrótce wielka premiera: kostka mocy w nowej odsłonie. Pełnia rozpusty i kulinarnego hedonizmu - na blogu już w przyszłym tygodniu.




21 sierpnia 2013

Padłeś? Powstań! Czyli czas na stuningowane masło orzechowe

Czasami są takie dni, kiedy człowiek potrzebuje doładowania z zewnątrz. Kiedy odczuwa się w sobie brak wewnętrznego słońca i kiedy z niewiadomych przyczyn kąciki ust ciążą ku dołowi. 
W takie dni staram się usilnie rozpalić na nowo to wątłe światło słonecznego dnia wszelkimi środkami, choćby i za pomocą talerza. W sukurs przychodzi mi orzeźwiająca słodycz owoców, ich soczystość i orzeźwienie. Delikatne kropelki soku spływające po rękach, lepkość owocowego miąższu zasadzająca się na policzkach, szerokie spectrum barw wirujących w źrenicach moich oczu - wszystko to sprawia, że nieświadomie przenoszę się do dawnych lat dziecięcej beztroski, wychodzę poza siebie i zostawiam daleko, daleko za sobą przykrości i trudy dnia codziennego. 

Takie dni jak dziś rozpoczynam mobilizacyjnym gastro-kopem. Stawiam na owoce i na głęboką, magnetyzującą podniebienie słodycz, tkwiącą w aksamitnej konsystencji kremu, jaki do nich serwuję. Bowiem kiedy na sam swój widok ma się ochotę wykrzyczeć znane wszem i wobec hasło - padłeś? powstań! - to znak, że najwyższy czas sięgnąć po stuningowane masło orzechowe.


Stuningowane masło orzechowe:
  • kopiasta łyżka masła orzechowego (choć po najnowszych eksperymentach szczególnie polecam i skłaniam się ku masłu słonecznikowemu <3 )*
  • cynamon (nie żałować!)
  • kilka kropel soku z cytryny
  • czubata łyżeczka kakao**
  • soczysty, słodki owoc: najczęściej sięgam po plaster świeżego ananasa lub na wskroś dojrzałą brzoskwinię, świetnie sprawdza się także pół jabłka albo gruszki...jednym słowem, hulaj dusza, ograniczeń brak
  • łyżeczka lub dwie stewii***
  • szczypta soli morskiej
Wszystkie składniki miksuję na aksamitny krem. Podaję jako dip (?) do owoców. Tym razem padło na pomarańczę, która leżała zapomniała od dawien dawna. Jak dla mnie, najlepiej sprawdzają się twarde, soczyste jabłka lub plasterki świeżo skrojonego ananasa (mniam!).

Mój sposób na śniadanie pełne orzeźwienia? Kawałek owocu owinięty w chrupiący liść sałaty,zanurzony w zawiesistym kremie. Eksplozja smaku. I przede wszystkim powrót do przeszłości. Bo kiedy nie muszę dbać o to, że soczysty sok skapuje mi po brodzie, a twarz mam umorusaną od ucha do ucha w słodkim mazidle, to na powrót przeistaczam się w dzieciaka. W małego, beztroskiego dzieciaka, radującego się pełnią życia i spijającego te błahe na pozór kropelki słodyczy codziennego dnia.

*masła (orzechowe, z nasion) przyrządzam samodzielnie; orzechy/nasiona podprażam krótko na patelni, mielę dwukrotnie w maszynce do mięsa i wykańczam blenderem, do uzyskania gładkiej masy. Niestety, mój blender ma zbyt słabą moc, więc muszę sobie radzić dość okrężną drogą...

**po wszelkich zachwytach nad surowym kakao stwierdziłam, że i ja spróbuję (w końcu żyje się raz ;)) i szczerze przyznaję, że naprawdę jest ono zaskakujące pod względem tego, jak bardzo potrafi człowieka postawić na nogi :)

***użyłam płynnej stewii, którą przygotowałam przez sporządzenie wywaru z suszonych liści. Nie gwarantuję, że proszkowana stewia sprawdzi się równie dobrze i czy nie wywoła raczej przykrego efektu z powodu swego posmaku. Zdaję sobie sprawę, że proponowane przeze mnie rozwiązanie może być trudne do zrealizowania, dlatego równie dobrze składnik ten można ominąć. Albo zastąpić jakimkolwiek słodzidłem, jeżeli słodycz owocu nie spełni swoich oczekiwań

30 lipca 2013

Are you NUTS?

Lubię proste śniadania.Takie, przy których mogę się zrelaksować, ale które jednocześnie będą całkowitą rozpustą dla moich kubków smakowych. Co jak co, ale od rana należy im się swoiste power-bomb!
Dlatego niedługo po otwarciu oczu u-w-i-e-l-b-i-a-m zapychać się słodkościami. Lubię, kiedy rozpływająca się słodycz przyjemnie, ale zdecydowanie potrząśnie mój mózg za rękę i powie mu - hej, stary, pora wziąć się do pracy! Lubię dawać samej sobie takiego mobilizacyjnego gastro-kopa. Lubię rozkoszować się porankami i dawać sobie do wiwatu, a słodkość jest dla mnie najlepszym sposobem świętowania nowego dnia.

Myśląc o maśle orzechowym, aż chce się powiedzieć - ile można? Wszędzie masło orzechowe. Ilość postów na temat tej niepozornej mazi przybierającej różnorodne konsystencje potrafi doprowadzić do szaleństwa. I ja, odpowiadając na stawiane pytanie - are you nuts?! - w pełni świadomie odpowiadam - yes, I AM!

Prostota pełną gębą.
Chrupkość ciepłego chleba. Zapach przypieczonej skórki. Słodycz karmelu. Szczypta soli. Jestem w raju.







Przygotowanie tak banalne, że aż wstyd pisać.
Czego potrzeba, aby gębucha śmiała się od rana:

Chleb. Najlepiej stostowany. Przyjemnie chrupiący i ciepły.
 Home-made nutella (w moim przypadku masło orzechowe, 100% orzechowe rzecz jasna, karob i melasa karobowa, kapka oleju lnianego, szczypta soli)
rzeżucha (bo lubię się z zielenią z wzajemnością)

I voila!