Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty

18 lipca 2014

Coconut (non caffein) coffee!

Wakacje mnie dosłownie zassały. 
Próbuję rożnych ręcznie kleconych eliksirów, domowych mazideł i innych takich, o czym postaram się naskrobać słów parę.

Odkrycie lipca: bieganie. Rzecz niesamowita, że taki anty-biegacz jak stwierdził, że ot, jednak zmieniam zdanie, biegać lubię. Czyli wielka przygoda trwa w najlepsze.

Tymczasem czas na kawę. Haha, skucha, bo to kawa-nie-kawa. Ale bardzo smaczna. Na zimno, mrożona, nieważne, grunt, że orzeźwia.

Przygotowania do wielkiej podróży marzeń - odliczanie czas zacząć. Do rozpoczęcia: 12 dni!

  • puszka schłodzonego mleka kokosowego
  • 3 łyżki cykorii
  • pół litra wody
  • cynamon, imbir
  • syrop z agawy/syrop klonowy/melasa/miód (w opcji niewegańkiej)
  • kostki lodu
  • opcjonalnie: plaster ananasa
Cykorię zalać wodą. Dodać słodzidła wedle własnych preferencji. Nie żałować cynamonu i imbiru. Wymieszać ze śmietanką kokosową (ścięte mleko kokosowe), rozlać do 2, 3 naczyń. Wierzch przyozdobić pozostałą warstwą śmietanki. Wrzucić po kilka kostek lodu do każdej ze szklanek. Opcjonalnie można wkroić kawałki ananasa.

I voila. Bezkofeinową kawę podano!

5 lipca 2014

Raspberry chocolate smoothie.

Dziś natknęłam się na dwa małe zajączki, które przebiegły mi drogę. 
A potem mijał mnie sympatyczny rowerzysta, pozdrawiając mnie i gratulując tempa. 
I właśnie za takie chwile uwielbiam szusowanie rowerem.

  • 8 bananów
  • szklanka malin
  • główka sałaty
  • dwie duże garście szpinaku
  • płaska łyżeczka cynamonu
  • po czubatej łyżeczce karobu, (surowego) kakao; opcjonalnie: białka konopnego, spiruliny, młodego jęczmienia
Wszystkie składniki zmiksować na gładko. Dla gęściejszej konsystencji, dobrze jest zmrozić banany przez około 2-3 godziny. Zajadać od razu po przygotowaniu.

Nareszcie nadeszło długo oczekiwane, gorące lato. Oby jak najwięcej takich dni jak dzisiejszy!

2 lipca 2014

Sweet cherries smoothie.

Jedna z najlepszych kombinacji. 
Śmiem nawet twierdzić, że ostatnimi czasy, to moja ulubiona. 
Zielony kolor wodzi za nos, bo dzisiejsze smoothie jest bardzo czekoladowe!

  • 6-8 dojrzałych, lekko zmrożonych bananów
  • główka sałaty
  • 150g szpinaku
  • kubek wypestkowanych czereśni
  • czubata łyżeczka kakao (surowego)
  • czubata łyżeczka karobu
  • cynamon
  • opcjonalnie: łyżeczka zielonego jęczmienia/spiruliny/białka konopnego
Wszystko zmiksować na gładko. Pałaszować od razu.

Dobrego i owocnego dnia. Dosłownie i w przenośni. 

28 czerwca 2014

RAW pineapple bars.

Wakacje uważam za otwarte!
Między szusowaniem po polnych dróżkach, objadaniem się i ślęczeniem nad książkami, odświeżam pokrytego grubą warstwą kurzu bloga i wstawiam zaległe notki. Czasem muszę nieźle się napocić, by odtworzyć przepis swoich eksperymentów kulinarnych.

Dziś: przesłodkie batoniki, niewymagające zbyt wiele pracy. Wszystko rozbija się o przeznaczenie im odpowiedniej ilości czasu na uzyskanie pożądanej konsystencji.

Żeby było śmieszniej, dzisiejszy wpis jest wynikiem eksperymentu sprzed roku, jeśli nie więcej. Innymi słowy: dziś gimnastykuję swoją pamięć, by odkopać stare dzieje.



  • pół dojrzałego ananasa. 
  • 1/3 szklanki oleju kokosowego
  • 2 łyżki zmielonych wiórków kokosowych
  • 2 czubate łyżki zmielonego na pastę sezamu
  • cynamon, imbir, szczypta soli 
  • sezam łuskany
Wszystko (prócz nasion sezamu) zmiksować na gładko. Masę wylać na foremkę, wierzch obsypać szczodrze sezamem, wstawić do lodówki (najlepiej na całą noc) lub zamrażarki (2-3 godziny). Batoniki wyjąć na 10 minut przed spożyciem.

Za pierwszym podejściem dodałam zbyt małą ilość oleju kokosowego, dlatego eksperyment zakończył się raczej uzyskaniem całej foremki ciągnącej się masy a'la krówka. Za drugim podejściem batoniki można było bez problemu kroić w pożądane kształty i zajadać tak, jak na batoniki przystało.
Ananas musi być dojrzały - słodycz owocu będzie wówczas wystarczająca i obejdzie się potrzeba dodawania dodatkowego słodzidła.

Zmrożenie masy w zamrażarce jest dobrym rozwiązaniem na orzeźwiające lody :)

22 czerwca 2014

Urodzinowy jagielnik.

Z okazji obchodzenia ćwierćwiecza (ach, to już), przygotowałam dla ziomków sernik, nie-sernik, bawiąc się konwencjami i pokazując, że tradycję można łączyć z innowacją. 
Wyszło pysznie. Gwarancja jakości ze strony domowników.

Dziś sernik, w innym wydaniu. Roślinny, 100% vegan. I do tego bez pieczenia, czyli strzał w dziesiątkę, gdy awaria, bo potrzeba ciasta na już, na zaraz.



  • kubek kaszy jaglanej (ok. 300 ml)
  • 4 łyżki oleju kokosowego
  • 4 łyżki masła migdałowego (niesolonego, nieprażonego)
  • 4 czubate łyżki wybranego słodzidła (w opcji niewegańskiej - miodu)
  • 2 łyżki melasy buraczanej
  • łyżeczka soku cytrynowego
  • 3 łyżki kakao
  • cynamon, imbir
Polewa:
  • połówka dojrzałego awokado
  • 2 łyżki słodzidła
  • 2 łyżki kakao
  • cynamon
  • opcjonalnie: szczypta chili
Kaszę podprażyć, przelać gorącą i zimną wodą, ugotować w 2.5-3 szklankach wody. Zostawić do ostygnięcia.
Masę zmiksować na gładko z masłem migdałowym i olejem kokosowym. Podzielić na dwie części. Jedną wymieszać z kakao, melasą i łyżką słodzidła, sypnąć cynamonem. Do drugiej dodać sok z cytryny, słodzidło i szczyptę imbiru. Jeśli masa nie jest wystarczająco słodka, dodać więcej słodzidła.
Masę kakaową wyłożyć na foremkę, wyrównać, nałożyć część cytrynową. 
By przygotować polewę, wystarczy zmiksować do jednolitej konsystencji podane składniki. 
Całość przystroić ulubionymi dodatkami albo sezonowymi owocami. Polecam truskawki, ładnie się prezentują.

Jagielnik jest najlepszy po odstaniu kilku godzin w lodówce - odpowiednio stężeje i nabierze smaku. 

Voila, sernik-nie-sernik gotowy.

19 czerwca 2014

Berries time!

Przede mną już tylko dwa ostatnie egzaminy.
Małymi kroczkami zbliża się upragniony i w pełni zasłużony czas relaksu. Planowany z rozmachem, bardzo aktywnie i z pełnią przygód. Jeżeli się już raz rozpędzi, to trudno się potem zatrzymać. A od dłuższego czasu bezczynność do mnie nie przemawia i jest mi wrogiem. Już nie mogę się doczekać pewnego wydarzenia, które mnie czeka i z niecierpliwości tupię nogami, wytrząsając z siebie jednocześnie wszelkie obawy, małe i duże. Jedno takie tupnięcie w zupełności wystarczy, by przegonić wszystkie te strachy.
Dni wolne, oto nadchodzę!



A dziś, smoothie w innym kolorze niż zazwyczaj, z pierwszymi jagódkami w tym sezonie.

  • główka sałaty
  • 8 bananów
  • szklanka jagód (z usypaną górką!)
  • czubata łyżeczka surowego kakao
  • czubata łyżeczka karobu
  • cynamon (hojnie, od serca!)
Wszystko zmiksować do jednolitej konsystencji. Najlepiej szamać od razu. 

Dobra rada: dobrze jest delektować się smuti w siedzisku wygodnego, miękkiego fotela. +10 do komfortu. Naprawdę działa, Królik poleca.


Na koniec, piosenka, tematyczna.  Przyjemna dla ucha, miła dla ducha.

14 czerwca 2014

(No-coffee) coffee ice-cream.

Sesja trwa w najlepsze. Kanji, kanji wszędzie, struktury gramatyczne plączą się w mojej głowie na kształt niesfornego kołtuna, a odpowiednia kolejność stawiania kresek nokautuje mnie raz za razem. I kiedy udaje mi się na zasadzie gry skojarzeń zapamiętać, że zapis słowa wiek to poniekąd rok w towarzystwie zęba w aktualnie dziejącym się momencie, to mija chwila, zanim przyswoję sobie, że obecność oddziału wojskowego w określeniach przepychu, świetności i błysku nie jest czymś dziwnym. 

Swoją drogą, wstydzić się to inaczej chować serce w ucho. Ot, taka własna interpretacja, skuteczna na zapamiętanie tego czy owego znaku. 

Czyli z nauką języków nigdy nie jest nudno. 

A na czas, gdy z uszu leci para, najlepsze lody. Kawowe, a jednak nie kawowe. Ot, psikus.

  • zmrożone banany (6-8)
  • truskawki (3/4-1 szklanka)
  • czubata łyżeczka karobu
  • czubata łyżeczka karobu
  • cynamon, hojnie, od serca
  • cykoria rozpuszczalna, płaska łyżeczka
Banany najlepiej zmrozić przez około 3 godziny. Zmiksować z pozostałymi składnikami na aksamitną masę. I już. Lody najlepsze od razu.

Dodatek cykorii wnosi ciekawy akcent i nadaje lodom delikatny, kawowy posmak. To dobre rozwiązanie dla nie-kawoszów takich jak ja, którzy kawy nie trawią, ale czasem nęci ich jej aromat.

A na koniec bonus. Czyli stan ducha raczkującego poligloty. (och, jakże się utożsamiam z Bobii-sanem!)


31 maja 2014

Strawberry fields smoothie

Przygoda z byciem na surowo trwa w najlepsze. 
Wciąga!

Dziś prosto i przesmacznie. Truskawki i banan.
Słodko, kremowo, pysznie. 
Latem w to mi graj!



nie ma lepszej przystawki niż świeże truskawki!

  • 6 dużych, dojrzałych bananów, zmrożonych
  • 1/2 kg truskawek
  • 250 g szpinaku
  • pół lub cała główka sałaty
  • cynamon
  • po czubatej łyżeczce kakao (surowego) i karobu
  • opcjonalnie: łyżeczka białka konopnego/spiruliny
  • woda (jeżeli preferuje się bardziej płynną konsystencję)
 Wszystko zmiksować. I już! Voila, smoothie gotowe. Najlepiej zjadać od razu. Idealne orzeźwienie na czas zbliżających się upałów.

21 maja 2014

COCOA. Recenzja czekolady.

Nigdy nie udało mi się wygrać. Brałam udział w niezliczonej ilości konkursów, najróżniejszych akcji i innych takich, i nic. Moje usilne działania i przekonanie, że "tym razem na pewno się uda!" kończyły się kompletnym fiaskiem. I tak mijały lata i rosło pesymistyczne nastawienie do życia. A tu nagle okazuje się, że najlepsze i najbardziej nieoczekiwane niespodzianki przytrafiają się człowiekowi, gdy stuknie mu już ćwierćwiecze. To tak na pocieszenie - nie dajcie się zwieść przekonaniu, że człowieka nic już nie czeka po przekroczeniu tej cudnej-nie-cudnej liczby.

A przechodząc do rzeczy. Pewien czas temu wzięłam udział w konkursie organizowanym na blogu Facet i kuchnia Laureatów czekała słodka niespodzianka - losowy zestaw surowych czekolad i owoców w czekoladzie Raw Cocoa. Jako miłośnik tychże słodkości i ja przyłączyłam się do wszystkich konkursowiczów, choć przyznam bez bicia, że bez większych nadziei na wygraną. Ot tak, trochę z czystej przekory, a trochę z nastawieniem, a "nuż się uda!". I faktycznie, udało się. Słodką paczkę otrzymałam niedługo po ogłoszeniu wyników, a na zawartość paczki złożyły się dwie czekolady i trzy opakowania bakalii w czekoladzie.

Sesja mnie goni, na głowie pełno egzaminów, życie towarzyskie leży i kwiczy. W takich warunkach trudno o obmyślanie nowych przepisów, więc żadnych nowości nie mam w zanadrzu. Ale, ale, stwierdziłam, że to byłoby przekropnym fauxpax, delektować się produktami tej kategorii i nie podzielić się wrażeniami. Dlatego dziś rozpoczynam wpis z serii "a jak smakuje...?", którą oficjalnie otwiera recenzja czekolady Raw Cocoa o smaku cappuccino migdałowym z morwą.

zdjęcie pochodzi ze strony producenta

Tabliczka jest niewielka, bo liczy sobie raptem 50g, ale mi taka gramatura całkowicie odpowiada. Opakowanie prezentuje się elegancko - wykonane z gładkiego kartoniku, o wyważonej kolorystyce, wygodne w otwarciu. 
W myśl zasady, by nie oceniać książki po okładce, logiczne jest, że liczy się wnętrze. Zatem do sedna.
Czekolada ma intensywny zapach. Bardzo ładnie pachnie. W strukturze jest krucha - łamie się z głośnym, wyraźnie słyszalnym trzaskiem. Trudno się topi, jest zwarta i dosyć twarda.
W smaku - intensywny, głęboki aromat gorzkiego kakao, z mało wyczuwalną nutą słodyczy. Dla mnie działa to tylko na plus - czekolada jest wytrawna, ale jednocześnie charakteryzuje się subtelnością. Aromat kakao łamie delikatny posmak kawy, który w połączeniu ze słodką morwą stwarza bardzo udaną kompozycję smakową. Powiew świeżości w świecie czekolad. Prezentowana wersja trafiła w moje gusta tym bardziej, że nigdy nie przepadałam za czymkolwiek, co było zabarwione i wzbogacone dodatkiem kawy. O samej kawie nie wspominając. 

Świetnie nadaje się do delektowania. Choć ja ze wstydem przyznam, że w ramach delektowania się zjadłam całą tabliczkę na raz. Tak bywa. Jedno jest pewne - taka ilość w zupełności wystarczy, by być na pełnych obrotach przez cały dzień. Dzięki zafundowaniu sobie takiego boomu udało mi się pobić rekord czasowy, jeśli chodzi o szaleństwo rowerowe. 

Podsumowując - czekolada warta swojej ceny. Choć wszyscy ci o wyjątkowo słodkim zębie, którzy w łakociach cenią sobie przede wszystkim intensywność słodyczy, mogą czuć niedosyt z powodu wytrawnego charakteru tej czekolady. Moim zdaniem warto spróbować i przekonać się, że to nie na stopniu słodkości zasadza się smak. Jeśli o mnie chodzi - w czekoladach Cocoa odnalazłam to, czego od dawna poszukiwałam w czekoladach. A choć moim faworytem z dostępnych na rynku wariantów smakowych jest zupełnie inna wersja smakowa (o czym już wkrótce), to zachęcam przede wszystkim miłośników kawy do wypróbowania Cocoa migdałowego cappuccino z morwą.

Skład: surowe ziarno kakaowca*, cukier palmowy*, masło kakaowe*, migdały (9%)*, morwa biała (2,8%)*, kawa mielona (0,5%)* zawartość kakao 55% 
* składniki pochodzące z upraw ekologicznych 

Bo czasem dobrze pozwolić sobie na namiastkę luksusu :)

15 maja 2014

I am banana!

Człowiek banan, to ja.
W stawianiu pierwszych kroczków w przygodzie z surowizną, banan jest mym największym przyjacielem. Towarzyszy mi dzień po dni. Każdego ranka, na wpół automatycznie, na wpół nieświadomie, sięgam po całe kiście bananów i wpompowuję w siebie olbrzymią porcję bananowych ichmościów. I wcale, a wcale mnie to nie nudzi. 
A choć czeka mnie jeszcze długa droga, by wprowadzić pewne nawyki na stałe, to już na tym etapie wiem, że bez banana ani rusz. Moje nowo motto - banan w brzuszku, banan na twarzy. 

Banan sprawdza się wszędzie. Przekonałam się o tym w czasie ostatniej podróży - choć na jej czas o blenderze mogłam zapomnieć, to w ramach rekompensaty za bananowe smoothie służyły mi torby wypchane bananami. Tym samym Czita zdobyła stolicę dawnego imperium i w pełni sił wróciła na swoje włości. Słowem: Banana is my new name/friend! (niepotrzebne skreślić).


 ulubione, zielone. W wydaniu "bądź jak Popeye!"

Sesja za pasem. Czasu tak mało, tak dużo do zrobienia. Dlatego dziś sensownego przepisu nie będzie - w jego zastępstwie zachęta do zielonych smufi (zaczyna podobać mi się ta nazwa!). Po pierwsze - najlepszy sposób na przemycenie nieprzyzwoitych ilości zieleniny za jednym podejściem. Po drugie - sam kolor cieszy. Po trzecie - możesz jeść, ile chcesz. No limits. Po czwarte - są słodkie. Wciągnij takie porządne smufi rano, i o słodyczach z pewnością zapomnisz. Po piąte - dają kopa. Padłeś? Powstań - to najlepsza gwarancja. Po szóste, w czasie szamy możesz śpiewać bananową piosenkę.


Zatem nie daj się oprzeć.Skuś się na banana!

3 maja 2014

Witariański marchewkowiec.

To był prawdziwy debiut!

Z niecierpliwością czekałam na rozkrojenie i ułożenie pierwszego kawałka na talerzyku. Nie dlatego, żeby samej spróbować, tylko aby zobaczyć na własne oczy reakcję domowników. A to z tego powodu, że po raz pierwszy, w ramach Świąt Wielkiej Nocy, przygotowałam na świąteczny stół witariańskie ciasto z prawdziwego zdarzenia! Z dumą i satysfakcją mogę stwierdzić, że eksperyment był udany i przerósł moje oczekiwania - spośród wszystkich słodkości piętrzących się na stole, to właśnie to ciacho stanęło na podium i zostało okrzyknięte mianem "najlepsze i najbardziej zaskakujące łakocie króliczej fabryki czekolady".

O tym, jak bardzo pękałam nie tyle z dumy, co ze szczęścia (z wygranej!) może świadczyć to, że nigdy jeszcze nie doświadczyłam tyle radości ze pstrykania fotek swoich tworów. Pierwszy raz zdarzyło mi się czerpać tyle satysfakcji z zabawy akcesoriami i kompozycją, a choć mój zmysł fotografii jest zerowy, to tym razem amatorszczyzna i moje dwie lewe ręce ani przez moment nie były mi ciężarem!

A więc do dzieła! Nie obawiajcie się zadziwić swoich ziomków i już teraz weźcie się do pracy. Miny wszystkich częstujących się takim ciachem są widokiem bezcennym, więc po cóż zwlekać?

Opierałam się na przepisie z bloga VI&RAW, wprowadzając drobne modyfikacje. Za inspirację serdecznie dziękuję, a po oryginalny przepis odsyłam tutaj: klik w link


Ta-dam!
..a tutaj już na świątecznym stole.

..i w przybliżeniu!

  • 2 szklanki wiórków kokosowych, zmielonych na mąkę
  • 20 niesiarkowanych suszonych moreli
  • 1/2 szklanki niepasteryzowanego miodu/syropu z agawy/ syropu klonowego
  • 2 szklanki pulpy marchewkowej (wykorzystałam wytłoczyny po przyrządzeniu soku)
  • 3 pełne łyżki kakao
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • szczypta soli i odrobina cynamonu
  • chlust mleka kokosowego
  • opcjonalnie: jagody goji
Morele namoczyć w mleku kokosowym, odstawić do napuchnięcia. Mąkę kokosową zmieszać z pulpą marchewkową, kakao, miodem. Zmiksować morele na aksamitną pastę, dodać do części marchewkowej wraz z olejem kokosowym, solą i cynamonem, zagnieść na jednolitą masę. Dorzucić goji lub innych bakalii, zagniatać dodatkowe 3 minuty. Wyłożyć na foremkę, uklepać i wyrównać. Odstawić na kilka godzin, najlepiej na całą noc, do lodówki.

Ciasto oblałam ulubioną wariacją polewy czekoladowej: 
  • 3 czubate łyżki masła orzechowego
  • 2 czubate łyżki kakao
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 3 łyżki miodu/ innego słodzidła
  • cynamon, szczypta chili
Wszystkie składniki roztapiam w kąpieli wodnej do uzyskania jedwabistej konsystencji. Zostawiam na kilka minut do przestygnięcia, następnie wylewam na wierzch ciasta.

 Wszystkim łakomczuszkom życzę smacznego!

2 maja 2014

Snickers. Na duży głód.


Głodny nie jesteś sobą.
Dlatego dziś, aby nie pozwolić sobie na zmianę w dzikie zwierzę, unowocześniona wersja home-made snickers, dla wszystkich głodomorów, smakoszy i batonożerców.
Wersja "pimp my snickers' bar", 100% home-made, 100% safety, że nie napycha się tworami spożywczopodobnymi. Bezpieczna dla brzuszka i własnego sumienia. 
Chwila słodkiego, karmelowego zapomnienia.

Głodny nie jesteś sobą. Dobrze jest o tym pamiętać, by nie pozwolić sobie na zaćmienie zdrowego rozsądku. Nie pozwólmy na to, by stać się dzikim zwierzem. 





  • szklanka płatków owsianych (polecam płatków bezglutenowych)
  • szklanka mąki kokosowej/zmielonych na drobno wiórków kokosowych
  • szklanka suszonych, niesiarkowanych moreli
  • 1/2 lub 3/4 szklanki miodu/syropu klonowego/agawy...
  •  olej kokosowy - 3, 4 czubate łyżki
  • szczodry chlust mleka kokosowego
  • 3/4 szklanki masła orzechowego (bez dodatków, najlepiej domowego)
  • 3 łyżki kakao
  • cynamon, szczypta soli morskiej
Morele namoczyć w mleku kokosowym przynajmniej przez dwie godziny. W tym czasie przygotować spód.
Zmielić na mąkę płatki owsiane, zmieszać z mąką kokosową, 3-4 łyżkami słodu i cynamonem, wyrobić na elastyczną masę, wyłożyć na dno foremki, porządnie uklepać i odstawić.

Pora na masę karmelową:
morele zmiksować wraz z mlekiem, w którym się moczyły. Dodać łyżkę oleju kokosowego, szczyptę soli i 2 łyżki masła orzechowego. Wyłożyć na spód.

Polewa:
olej kokosowy roztopić w kąpieli wodnej, dodać chlust mleka kokosowego, kakao oraz pozostałą część masła orzechowego i słodu, trzymać na niewielkim ogniu do momentu połączenia składników i uzyskania jednolitej konsystencji. Wylać na masę karmelową, oprószyć cynamonem i szczyptą soli. 
Całość odstawić do lodówki, najlepiej na całą noc. 
Pokroić i podawać w formie batoników.

A potem można głęboko odetchnąć, wybrać się na przejażdżkę rowerową i szaleć po leśnych dróżkach. A jak już szaleć, to na całego i do woli - bo przecież po powrocie do domu głód już nie straszny i zupełnie nikomu nie grozi!

12 kwietnia 2014

Cherry, cherry lady. Owsianka.

Dziś ponoć dzień czekolady, więc na tę okazję owsianka, czekoladowa. W typie "cherry lady", bo i bazą stanowiły pokrewne jej batoniki.


Często sięgam właśnie po takie rozwiązanie, przygotowując owsiankę. Sporządzam neutralną bazę, którą następnie mieszam z rozkruszonymi batonikami własnej inwencji. I chyba w takiej wersji owsianka smakuje mi najbardziej. Jest wtedy idealnie gęsta i klejąca. Jak roztopiony batonik.

Daktyle i wiśnie. Najlepszy duet wszechczasaów.


Baza:
  • 4 łyżki płatków owsianych
Płatki zalewamy wodą ponad poziom płatków, dodajemy od serca cynamonu i zostawiamy na około 15 minut.

Gdy baza gotowa, przechodzimy do części właściwej, czyli "pimp my porridge".

Do bazy owsiankowej dodałam pozostałości batoników cherry lady bars 
Równie dobrze sprawdzi się pasta daktylowa (zmiksowane na mus daktyle) lub miks wybranych, ulubionych bakalii. Batoniki były o tyle dobrym rozwiązaniem, że zagęściły owsiankę i podniosły jej walory smakowe znacznie bardziej, niż tradycyjne słodzidło.
A żeby było jeszcze bardziej słodko i czekoladowo, można okrasić posiekaną czekoladą. Tak "spimpowaną" owsiankę pozostawić na kilka godzin, a najlepiej na całą noc do przegryzienia smaków. Rano - zajadać w najlepsze.


6 kwietnia 2014

Ulubione, czekoladowe. Choć zielone.

- O nie, ile tu pestek! Ile daktyli zjada ta małpa!
- Hej, jeśli już małpa, to przynajmniej Czita! Albo lepiej Kiki! Ale nie nazywajcie mnie małpą!

Nie ukrywam swej natury i nie chowam jej pod dywan.
Tak, jestem bananożercą i dobrze mi z tym.
Zjadam niebotyczne ilości bananów, wcinam pęczki pietruchy i porywam daktyle z lodówki.

Dziś (i nie tylko dziś) rozpiera mnie energia. Motywacja wzbiera na kształt fali i raz po raz uderza natłokiem pomysłów o brzegi parującej od myśli głowy. 

Wszędzie wokoło już prawie sama zieleń! 

Tymczasem, pełna mocy i energii, dzielę się swoją ulubioną wersją smoothie. Słodkiego, mocno czekoladowego, choć - absurdalnie - na wskroś zielonego.

Lubię zieleń z wzajemnością. Dziś trochę o efektach tej obopólnej miłości.

..a ulubione smoothie, to tylko w ulubionym kubku <3

  • 6 dużych, dojrzałych, zmrożonych przez 2 godziny bananów
  • 8 świeżych, namoczonych w niewielkiej ilości wody daktyli (lub 10 suszonych, uprzednio namoczonych)
  • 300 g szpinaku
  • 2 obfite pęczki pietruszki
  • pełna łyżka karobu
  • łyżeczka kakao 
  • łyżeczka ekstraktu z suszonych śliwek (lub odpowiednio 4 namoczone suszone śliwki)
  • cynamon
  • łycha spiruliny
Wszystko zmiksować do uzyskania gładkiej konsystencji. Szamać od razu.

Choć zdarzają mi się jeszcze wpadki, to staram się na dzień dzisiejszy trzymać zasady 70-80% surowizny w ciągu dnia. Postanowienie spędzenia wakacji na surowiźnie nie jest wymyślnym kaprysem, ale przede wszystkim próbą. Bo podjęta przeze mnie decyzja nie sprowadza się jedynie do sfery żywieniowej. To nie tylko kwestia stylu odżywiania się. Owszem, chcę zmierzyć się z pewnymi problemami zdrowotnymi, ale przede wszystkim ćwiczyć się w wyrzeczeniach. Bo z dnia na dzień, dzięki wsparciu ważnych dla mnie osób, uświadamiam sobie, jak ważną rolę pełni w ludzkim życiu właśnie pragnienie prostoty, skromności i umiarkowania. Jak istotny, nie tylko dla mnie jako jednostki, ale także dla mojego otoczenia,jest mój styl życia, zachowanie, nastawienie. Bo to, w jaki sposób JA postępuje, wpływa na to, jak ktoś postępuje ktoś będący obok. 
Coraz wyraźniej dostrzegam pewne zmiany. W sobie i w swoim otoczeniu. 
Gdy zaczynam częściej się uśmiechać, inni też zaczynają częściej się uśmiechać.
Gdy przestaję fukać pod nosem i unosić się dumą, inni też przestają to robić.
Gdy potrafię śmiać się z siebie i odrzucać złość, inni też potrafią się na to zdobyć.

Wybór jest prosty. Albo, albo, nie ma nic pośrodku. Chcę podejmować się wyrzeczeń, by umacniać zarówno siebie, jak i ludzi wokół. Chcę być dla kogoś, a nie dla samej siebie. Chcę się uśmiechać dzień po dniu, nie odwracać się za siebie i zło dobrem zwyciężać.


1 kwietnia 2014

Cherry, cherry lady. Batoniki owsiane.

Kwiecień zaczynam od słodkości.
Przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce jest zupełnie inaczej.


Dziś rano przysłuchiwałam się ptasim śpiewom. Tak bardzo bym chciała, by ten śpiew wypełnił mnie po brzegi, był we mnie i trwał już do końca.
Czasem chciałabym zamienić się w takiego ptaka. Odlecieć daleko i już nie wracać.


Najwyższa pora na owsianego batona:
  • szklanka daktyli (medjool)
  • 1/4 szklanki suszonych wiśni
  • 1 2/3 szklanki płatków owsianych
  • 2 garście suszonych owoców (polecam te drobne, jak morwa albo jagody goji)
  • cynamon, szczypta imbiru, opcjonalnie chili
  • pełna łyżka proszku maca (opcjonalnie)
Daktyle i wiśnie namoczyć w wodzie. Zmiksować (razem z wodą) z płatkami owsianymi, przyprawami i macą. Dodać ulubionego suszu, wyłożyć na foremkę, uklepać i odstawić na kilka godzin do lodówki. Gdy masa już trochę stężeje, a smaki się przegryzą, można się zajadać. 

Pomijając te przepisy, które mam jeszcze do nadrobienia, planuję umieszczać więcej posiłków czysto owocowo-warzywnych. Bo wiosna już za oknem, bo zbliża się ciepło, bo dążę do zwiększania surowizny dzień po dniu.
A już wkrótce mój sposób na najlepsze smoothie czekoladowe.



25 marca 2014

Czekoladowy jogurt owsiany.

Lubię kremową, aksamitną konsystencję. I moment, kiedy zatapiam łyżeczkę w delikatnej jak puch, słodkiej zawiesinie. 

Miałam ochotę na owsiankę, ale w innym wydaniu, jogurtowym. Delikatnie kwaskowym. Zaskakującym.

Jogurt owsiany przygotowywałam już kilka razy, zawsze korzystając z tego przepisu: Owsiany jogurt DIY
Premiera dopiero dziś. Spóźniona, ale to zdecydowanie najlepsza odsłona moich eksperymentów z jogurtem owsianym.

Miła niespodzianka dla podniebienia. I dobra okazja na prezent dla najbliższych. Z pewnością warta wykonania, by zobaczyć uśmiech zaskoczenia na twarzy smakującego. W szczególności wtedy, gdy wraz z ostawieniem przez niego łyżeczki, zdradza się szczegóły dotyczące składników :)

 W wersji czekoladowej...

 ...i w wersji dla Mamy...


Baza:
  • 1.5-2 szklanki płatków owsianych
Płatki zalewamy ponad ich poziom wodą, zostawiamy na kilka godzin (najlepiej na całą noc). Następnie zmiksować, zostawić w ciepłym miejscu na 2-3 dni, do momentu, kiedy jogurt będzie wystarczająco kwaśny. 

Trochę z niecierpliwości, a trochę z ciekawości, pod koniec pierwszego dnia dodałam zawartość jednej fiolki probiotyku wymieszanej w niewielkiej ilości letniej wody i do uprzednio lekko podgrzanego jogurtu. Całość zawinęłam ciasno ściereczką i zostawiłam na całą noc w ciepłym, nagrzanym miejscu. Rano jogurt był gotowy - o ciężkiej, zawiesistej konsystencji, z delikatnie kwaskowym posmakiem.

Jogurt czekoladowy:
  • jogurt owsian
  • krem daktylowo-morelowy: szklanka namoczonych w wodzie suszonych daktyli i moreli, zmiksowana na gładką pastę z cynamonem i (ewentualnie) imbirem
  • łyżeczka karobu
  • garść suszonych owoców (polecam morwę i jagody goji)
Przygotowanie jest bagatelnie proste. Jogurt (w takiej ilości, na jaką mamy ochotę), miksujemy wraz z dowolną ilością kremu daktylowo-morelowego, karobem, dodajemy suszonych owoców i odstawiamy na godzinę (niekoniecznie do lodówki) - smaki dostatecznie się przegryzą, a suszone owoce będą mieć czas, by napęcznieć i zmięknąć. 
Dla wielbicieli czekolady (w poczet których się zaliczam), na czas przygotowania kremu daktylowo-morelowego polecam zwiększyć proporcje daktyli względem moreli.

Dla Mamy przygotowałam wersję ze świeżym, niepasteryzowanym miodem lipowym, cynamonem i ekstraktem z suszonej śliwki. Jogurt owsiany w takim wydaniu bardzo Mamie zasmakował.

Zachęcam do eksperymentów. Naprawdę warto. A i wbrew pozorom, taki jogurt może być świetnym pomysłem na sprawienie komuś przyjemnej, słodkiej niespodzianki.

23 marca 2014

Sweety tricky. Power hearts.

Cześć, nazywam się Królik i mam koślawe serce.
Dlatego spod moich łapek wychodzą równie koślawe serduszka.

Ale choć daleko im do pięknych, symetrycznych serc, cieszą swoim smakiem.
Ot, takie małe słodkie oszustwo.


Spód:
  • 3/4 szklanki zmielonych płatków owsianych
  • 1/2 szklanki zmielonych ziaren konopi
  • 4 namoczone daktyle medjool (lub 8 ich mniejszych odpowiedników)
  • cynamon, ewentualnie szczypta soli
Wierzch: 
Wykorzystałam pozostałości po czekoladowo-kokosowych krówkach. Po przepis odsyłam tutaj: Coco fudge

Wykonanie:
Składniki na spód miksuję na gładko. Wykładam na dno foremek i odstawiam do lodówki. Wierzch dekoruję grubą warstwą fudge'u kokosowego. Kilka serduszek przełożyłam dodatkowo dżemem figowym, którego wykonanie nie powinno zabrać więcej niż 5 minut, nie wliczając czasu namaczania owoców.

Suszone figi dzielę na połówki, namaczam w wodzie, miksuję (bez odlewania) z cynamonem na dżem. To najprostsza metoda na uzyskanie smacznego smarowidła w preferowanych przez siebie ilościach. Taki dżem można przechowywać w lodówce nie dłużej niż tydzień (przynajmniej u mnie tyle wytrzymał).

Pamiętajcie, nie pogardzajcie koślawymi serduszkami. One też potrafią być piękne.

16 marca 2014

Susz jabłkowy za pół darmo.

Choć z pewnym opóźnieniem, to w końcu umieszczam propozycję na własnej produkcji suszone jabłka. A choć sezon grzewczy już się skończył, to można sięgnąć po inne sposoby, by cieszyć się hurtową ilością suszonych jabłek. Za pół darmo. 

Dziś będzie zatem bardzo ekonomicznie, ku uciesze własnej.


Potrzeba tylko i wyłącznie jabłek.
Ilość wedle upodobania. Im więcej, tym lepiej.
Jabłka dokładnie wyszorować, nie obierać, skroić w cienkie plasterki. Wysuszyć można na kilka sposobów:
1) kaloryfer. jabłka wyłożyć na cienkie sitka/tacki i zostawić na kilka dni na średnio nagrzanym kaloryferze. 
    Korzystałam właśnie z tej metody i po 2-3 dniach mogłam raczyć się gotowym suszem.
2) suszarka/dehydrator (jeśli ma się to szczęście posiadania takowego sprzętu)
3) piekarnik - długotrwałe suszenie w niskiej temperaturze (z termoobiegiem przy uchylonych drzwiczkach) 
    lub w wersji na niecierpliwca - kilka godzin w temp. 180 stopni. Moc i właściwości każdego piekarnika 
    mogą się różnić, dlatego najlepiej samemu kontrolować stan jabłek i ocenić, kiedy będą gotowe.
4) słońce. Bezapelacyjnie najlepsze rozwiązanie :)

Po wysuszeniu jabłka najlepiej przechowywać w szklanym słoju lub szczelnym opakowaniu. Ewentualnie można zjeść wszystkie na raz, to też dobre rozwiązanie.

Smacznego!

14 marca 2014

Coco yourself! Double coconut fudge.

To trochę absurdalne.
Wrzucam przepisy, których obecnie nie praktykuję. Moje poglądy kulinarne upłynniają się, tracą dawną formę i przybierają nową. Są jak wielki krab, który zrzuca pancerz. A wszystko to dzieje się w wirującym tempie!

Póki co, póki pamiętam, dzielę się tym, co dobre i smaczne, a przy tym dość mało wymagające. 
Zamiast czekolady, zamiast torby cukierków. 

Aksamitny. Rozpływający się w ustach. Odrobinę lepki i ciągnący. Król fudge'ów. 
Najprawdziwszy fudź nad fudże.
Kostka kokosowej miłości <3

Coconut fudge:
  • puszka mleka kokosowego (do wykorzystania tylko ścięta śmietanka)*
  • 2-3 łyżki oleju kokosowego
  • łyżka lub dwie karobu
  • łyżka kakao*
  • szklanka namoczonych daktyli (polecam medjool)
  • opcjonalnie: jagody goji, łyżka maca, wiórki kokosowe, kapka ekstraktu śliwkowego (lub kilka namoczonych śliwek suszonych)
  • cynamon, chili, szczypta soli (himalajskiej)
Wszystkie składniki (prócz goji, jeśli zdecydujemy się je wykorzystać), miksujemy na gładką masę (nie odlewamy wody z moczenia bakalii, nada ona dodatkowej słodkości). Dorzucamy goji lub inne wybrane dodatki, wykładamy na foremkę i chowamy do zamrażarki. Wyjąć na 30 minut przed podaniem.

Guten apetit!

*w przypadku, gdy korzystamy ze śmietanki własnej produkcji i surowego kakao, możemy uzyskać w pełni raw łakocie.

25 stycznia 2014

Vegan jelly. LB.

Dobra galaretka nie jest zła.
Zwłaszcza, gdy może poszczycić się mianem "100% natural".
Galaretki 1-2-3 po raz drugi, tym razem w wydaniu truskawkowym.

  • 2 szklanki mrożonych truskawek
  • pełna łyżeczka agaru
  • cynamon, imbir
  • drylowane wiśnie (mrożone) - wedle upodobania
  • wybrane słodzidło - 2-3 łyżki lub więcej dla wielbicieli słodkości (w wersji niewegańskiej można sięgnąć po miód)
Truskawki wrzucamy do rondelka i podgrzewamy na małym ogniu do momentu, kiedy całkowicie się rozpadną i uzyskają gładką, jednolitą konsystencję. Agar rozprowadzamy w niewielkiej ilości wody, dolewamy do truskawek, czekamy do zagotowania. Masę zestawiamy z ognia, dosładzamy, posypujemy cynamonem i przelewamy do foremki. Dekorujemy wiśniami lub innymi owocami, zostawiamy do stężenia (bez konieczności schładzania w lodówce). 
A potem kroimy w kostkę i podajemy ku uciesze wszystkich galaretkożerców.

Zostałam nominowana przez Klaudynę do LB, za co serdecznie jej dziękuję :) Włączenie mojego bloga do zabawy było dla mnie niezmiernie miłe :)

1. Ulubiony pisarz?
Długo by wymieniać...Ale nieskończoną miłością darzę Victora Hugo, Natsume Sousekiego i Wista Szostaka.
2. Lato czy zima?
Zdecydowanie lato!
3. Pies czy kot?
Kot-kot-kot-kot <3
4. Niewegański przysmak za którym tęsknisz?
Póki co nie jestem 100% weganką, ale czasem zdarza mi się westchnąć z żalem na myśl o twarogu, z którym pożegnałam się pewien czas temu.
5. Gdzie lubisz spędzać wakacje?
W miejscach obfitujących w naturę, relikty przeszłości i monumenty sztuki.
6. Twoje popisowe danie?
Ponoć pesto, i kostka czekoladowa w rozmaitych odsłonach ;)
7. Ulubiony owoc?
Nie mam ulubionego owocu. Szaleję na punkcie wszystkich i nie jestem w stanie wymienić tylko jednego, jedynego ulubionego.
8. Kawa czy herbata?
Herbata, ale tylko zielona.
9. Dlaczego weganizm?
Póki co, nie jestem 100% weganką, więc odpowiedź na to pytanie byłoby z mojej strony kłamstwem.
10. Ulubiony deser?
Smoothie czekoladowe. I domowe czekoladki!
11. Sok warzywny czy owocowy?
Sok marchewkowy podbił moje serce i nie ma już w nim miejsca na jakikolwiek inny.

A oto moje pytania:
1. Śniadanie na słodko czy wytrawnie?
2. Sporządzając posiłek, kierujesz się rozsądkiem czy intuiccją?
3. Potrawy zimne czy ciepłe?
4. Jakie nawyki żywieniowe chciałabyś/chciałbyś zmienić?
5. Koc, ciepłe kakao i kocyk czy rower tudzież sportowe buty?
6. Mruczenie kota na kolanach czy radosny szczek psa witający od progu?
7. Jaka potrawa zawsze poprawia Ci nastrój?
8. A z kolei jakie danie, na samą myśl o nim sprawia, że się wzdrygasz?
9. Książka, która szczególnie Cię wzruszyła, do łez.
10. Temperatura minus piętnaście na minusie czy blisko trzydzieści na plusie?
11. Powiedzenie, motto, okrzyk - cokolwiek, co zawsze sobie powtarzasz, by dodać sobie otuchy lub odwagi.